Nyctereutes po drugiej stronie ekranu. Na pierwszy ogień porównam film w reżyserii Micka Garissa "Bastion" z jego pierwowzorem, czyli książką, króla powieści grozy Stephena Kinga.
VS
Bastion to osadzona w apokaliptycznym nastroju opowieść. Pewnego dnia supernowoczesna broń biologiczna opuszcza wyznaczone jej miejsce i przynosi zagładę całemu światu. Niewinne kichnięcia przeradzają się w okropną chorobę kończąca się śmiercią.
Ekranizacje powieści Stephena Kinga (zwłaszcza horrory) zwykle nie są zbyt dobrze oceniane ze względu na ciągnącą się akcje. Bastion na ekranie pojawił się jako miniserial łącznie trwający 6h. Nawet w ciągu kilku godzin niezwykle trudno jest przedstawić książkę zawierająca ponad 1000 stron. I choć wiele wątków zostało pominiętych, nie zmieniłyby one akcji na tyle by rzucało się to mocno w oczy.
Co podobało mi się w filmie?
- Dobrze dobrana obsada
- Muzyka
- Wierność oryginałowi
- słabe efekty specjalne
- momentami ciągnąca się akcja
- zamiana imion bohaterek



0
Prześlij komentarz